Zdrowe i kolorowe życie dziewczyny informatyka

 

Rozszerzanie diety (BLW) – nasze śliniaczki i fartuszki

sliniak ikea

Co jakiś czas dostaję od Was pytania o to skąd jest Frania śliniaczek lub fartuszek, w którym je posiłki. Zebrało się ich kilka (i to zupełnie różnych) i po 1,5 miesiąca rozszerzania diety mam na ich temat już konkretne zdanie, dlatego postanowiłam zebrać wszystkie informacje w jednym miejscu, żeby móc Was zawsze odesłać do tego wpisu.

Fartuszki – ich zaletą jest to, że zakrywają całą górną część ciała dziecka. Niektóre zakrywają również nóżki, co w kontekście sprzątania po BLW jest niezwykle istotne.

1. Fartuszek Kladdig z IKEA (20zł) – klik – posiada gumkę na rękawkach, dzięki której fajnie przylega do rączek. Z tyłu rzep (mój jeszcze się trzyma, mimo regularnego prania w pralce), z przodu ma praktyczną kieszonkę, w której zbiera się część upuszczonego podczas jedzenia pokarmu. Jest on jednak krótki, przez co lepiej nadaje się do jedzenia “suchych” posiłków, podczas których jest mniejsze ryzyko np oblania się czymś.

fartuszek ikea

2. Fartuszek BabyBjorn (ok. 80zł) – klik – również posiada gumkę na końcu rękawów. Jego plusem jest zapięcie na plastikowe “napy” (dziecku trudniej go przez to rozpiąć), które umieszczone zostały w dwóch miejscach – za to kolejny plus! – standardowo na karku (tam nap jest dodatkowo dwustopniowy, dzięki czemu można regulować obwód fartuszka) oraz na plecach w połowie długości. Minusem jest jednak to, że taki maluch jak Franio po prostu w nim pływa – za długie rękawy można wprawdzie podwinąć. Są one też zbyt szerokie i po podwinięciu na ramionach zostają “buły” materiału. Fartuszek zasłania za to nóżki dziecka, jednak z kolei u starszaka (fartuszek ma służyć do ok. 3 lat) będzie już za krótki. Mam co do tego fartuszka nieco mieszane uczucia. Cena dość wysoka, gdyby był dłuższy to pewnie nie narzekałabym w ogóle na nic.

fartuszek babybjorn zapeicie

fartuszek babybjorn

Przygotowałam dla Was porównanie rozmiaru obu tych fartuszków:

fartuszki do jedzenia

Śliniaki - przeznaczone zdecydowanie do “czystszego” jedzenia oraz do sytuacji, gdy rodzic karmi dziecko. Franio w okresie ząbkowania (tak mi się wydaje, że to przez to) czasem nie chce jeść sam (za to nakarmiony łyżeczką zjada bardzo chętnie) i szczególnie wtedy nam się one przydają.

1. “ceratkowe” śliniaki – my mamy zestaw ze Smyka (klik) – fajny, niebrudzący się i łatwy w umyciu. Śliniak jest dość duży – zakrywa podczas posiłku cały brzuszek Frania. Zakończony praktyczną kieszonką. Zapina się na rzep, co zdecydowanie ułatwia proces “montażu” (zawiązać śliniaczek dziecku, które w tym samym czasie chce go targać lub ściągać to często nie lada wyczyn), jednak rzep jest dość mały przez co nie pozostawia swobody regulacji obwodu szyi i u maluchów zostawia przestrzeń pomiędzy śliniakiem i szyją przez co czasem jedzenie (zwłaszcza to “lejące się”) dostaje się jednak na ubranko. Mimo to uważam zakup tych śliniaków za bardzo udany!

sliniaki ze smyka

2. wiązane śliniaczki z materiałowym przodem i ceratkowym spodem – najzwyklejsze, najtańsze śliniaczki. Pierwszy, z imieniem Franek, dostałam od mojej mamy. Przed rozszerzaniem diety uważałam, że takiego śliniaka napewno nie kupię, bo to niewypał, tymczasem jestem z niego bardzo zadowolona i dokupiłam sobie na zmianę drugi (dosłownie za kilka złotych, chyba w Tesco)! Wierzchnia warstwa absorbuje świetnie płynne i półpłynne konsystencje, a ceratka od spodu chroni ubranie.

slinaiczek

Jednorazowe śliniaki – to po prostu mój hicior jeśli chodzi o jedzenie na mieście! Gdy pora jedzenia wypada nam np podczas wypadu na kawkę to wyciągam jeden śliniak z opakowania (zazwyczaj mam w torbie 2-3szt, nie noszę całej paczki ze sobą), karmię Frania, a potem śliniak ściągam i wyrzucam do kosza. Nie zabieram ze sobą żadnych brudów do domu, to ogromny komfort i jedna rzecz do prania mniej. Większość śliniaków ma praktyczny “rzep” (taką jakby taśmę), unikajcie tych wiązanych (nie spotkałam ich w sklepie, ale wiem że takie są, bo w hotelu na wakacjach z takich można było skorzystać – super inicjatywa hotelu, ale samo wiązanie ich było niewygodne i długo trwało). Jednorazowe śliniaczki również mają kieszonkę, przynajmniej te które my mieliśmy, a na co dzień używamy Bella Baby (są świetne). Mam też paczkę śliniaczków Babydream z Rossmanna – też są okej, ale rzep gorzej trzyma i wg mnie szybciej “przeciekają”.

jednorazowe sliniaki bella baby

Tak się prezentuje zestaw naszych śliniaków i fartuszków :) Z ręką na sercu mogę powiedzieć, że w zależności sytuacji i rodzaju spożywanego posiłku wykorzystujemy wszystkie z nich. A Wam co się najbardziej sprawdza?

Podziel się:
Dodano: 28-09-2018